Nie pamiętał zbyt dobrze pierwszych siedmiu lat swojego życia. Tylko jego matka mogła mu opowiedzieć, jak to było, kiedy mieszkali jeszcze w San Francisco. Gdy dorastał, pytał ją często o szczegóły, o takie drobnostki jak na przykład: czy miał jakiegoś kolegę, czy lubił inne dzieci albo czy często spacerowała z nim po mieście. Później, kiedy dorósł już znacznie i po ukończeniu osiemnastu lat, przestał zadawać te pytania. Ciekawość przeszłości została zastąpiona przez troskę o jutro i chęć odseparowania się od rodziców.
Pochłaniał książki, dosłownie pożerał tomiszcza dzieł, od Jacka Londona, przez Umberto Eco, Agathę Christie, Tolkiena, po coś współczesnego – Salmana Rushdiego. Wdychał zapach książek, delikatnie gładził kartki opuszkami palców. W wolnym czasie pisał.
Prędko znalazłem nowy ciekawy obiekt badawczo-rozrywkowy. Był nim serial Z Archiwum X. Pierwszy odcinek tegoż serialu, który oglądałem na początku lipca wieczorem u babci, sprawił, że cały zapas ukrytego strachu wypłynął na powierzchnię. Napięcie rosło z minuty na minutę, potęgowane zbliżaniem się Muldera i Scully ku rozwiązaniu zagadki brutalnego morderstwa na córce gubernatora. Kto zabił? Kosmici? A może to kolejny ze spisków rządowych? Mulder był tuż-tuż, o jeden, jeden tylko krok, ale…
Któraś z ciotek nagadała jej bzdur o szkodliwym działaniu fal z ekranu, toteż mamusia, neurotycznie dbająca o zdrowie jedynego oczka w głowie, zawsze w kojcu ustawiała mnie do snu tak, żebym nie mógł oglądać telewizji. Jeśli Aluś wrzeszczał, to nic – w tej jednej kwestii mama była nieustępliwa. Nie dała się przekupić ani śmierdzącą kupą, ani zdzierającym gardło wrzeszczeniem.
Wtedy było nas dwóch: wtajemniczonych w mroczny, obłędny rytuał wciągania amfetaminy. Zjawiałem się u niego wieczorami w piątek albo w sobotę po pracy. Ciało drżało mi z podniecenia. Pobudzała mnie już sama myśl, że zaraz, za chwilkę, dosłownie za chwileczkę zjawi się uśmiechnięty Patryk i otworzy drzwi do kanciapy, zapali światło i położy na stole sreberko z marihuaną i folię z amfetaminą.
Chyba leki zaczynają działać. Nie mam już szumów w głowie. Omamy czuciowe w okolicach opuszków palców zmniejszyły się znacznie.
– Legendy mówią, że jeśli pięć razy pomożesz swojemu bratu, dostaniesz pięć punktów od Pana Boga i będziesz mógł spełnić pięć życzeń.
Następnego dnia głowiłem się nad zrozumieniem, dlaczego prosiłem brata, by zapalał mi światło. Owszem, bałem się ciemności, ale koniec końców gdybym chciał, poradziłbym sobie z tym zadaniem. Cóż, kiedy tak dumałem, dotarła do mnie świadomość prawdy. Włócznia z ostrą jak brzytwa świadomością przebiła moje ciało astralne na wskroś.
Już wiedziałem! Zaganiałem braciszka do kuchni, bo chciałem się zemścić na nim za to, że odbiera mi troskę mamusi.
Tamtego dnia wywnioskowałem, że nie mogę na siłę uszczęśliwić rodziców. Nie mam takiej mocy, pojąłem. Odsunąłem się więc znów w kąt niezauważalności. Schowałem się w nieschorowanym świecie fantazji, w ucieczkowej galaktyce wszech możliwości.
Mama sprawdziła pokój, powiedziała, że zadanie wykonałem dobrze, pogłaskała mnie po głowie, uśmiechnęła się, powiedziała coś dobrego i zniknęła za drzwiami.
Wreszcie!
Wolny sobotni czas przeznaczałem na czytanie, na przykład Popcornu oraz magazynu Bravo, i nagrywanie na kasetę nowości muzycznych puszczanych przez Radio Plus. Upojny, letni, cichy wieczór pozwalał mi unosić się w świecie marzeń. Wystarczyło tylko spojrzeć za okno, na pasmo wijących się nad lasem fioletowo-różowych postrzępionych kłębów chmur. Wystarczyło wwiercić wzrok daleko, daleko poza horyzont, aby umysł rozpoczął tworzenie historii, które nigdy się nie zdarzyły i zapewne nigdy się nie zdarzą.
„Mamo, dlaczego oni mnie nie rozumieją?” – spytałem bezsłownie, kierując tę myśl do pochylonej nad kojcem mamy.
Szok zatkał mi usta. Okazało się, że świat fantazji bywa bardziej rzeczywisty i umożliwia dalece bardziej intensywne przeżycia niż rzeczywistość.
Tym razem po usłyszeniu głosu Al poczuł wszechogarniający spokój. Wiedział już, że tak właśnie ma wyglądać najbliższa przyszłość. Nie mógł oczywiście wejść teraz na drzewo i spaść, jak sobie życzył Bóg, ale wiedział, że musi zaufać temu dziwnie kojącemu serce głosowi, i tak poczynił w duchu. Zaufał.
Chciałem wołać, chciałem mówić i pytać, ale natura zatkała mi usta. Jako że na tej planecie moje śmiesznie małe ciało istniało dopiero drugi dzień, a prawa natury przydzieliły temu oto ciału nienormalnie wąskie usta i niemal całkowity brak sił witalnych – byłem bezwolny, bezradny, zdany na łaskę, zdaje się, obcych mi ludzi, całkowicie zależny od świata zewnętrznego i ponadto, jak wyżej wspomniałem, pozbawiony prawa głosu.
– Przestańcie! – wyrywało mi się z trzewi dziesiątego dnia mojego istnienia, kiedy usłyszałem dobiegające z kuchni niemiłosierne fałszowanie.
Z przerażeniem zachodziłem w głowę, skąd, u licha, wzięła się im ochota na tak okropne zawodzenie i skąd czerpią siłę, by piszczeć tak nieludzko długimi wieczornymi godzinami. „Skąd, na litość boską, skąd?” – pytało moje serce, lecz litość boska, jak zawsze, milczała.
Do tej pory byłem w centrum uwagi. Ponadto będąc pępkiem świata, w swej dziecięcej próżności śmiałem twierdzić, że jestem istotą uduchowioną, która przekroczyła ego – nic bardziej mylnego, bowiem właśnie wtedy moje ego wrzeszczało nad jaźnią, a ja wskakiwałem w jego sidła.
Przełom nastąpił, kiedy pojąłem, że mamusia więcej czasu poświęca Tomusiowi niż mnie.
Miejsce, w które przeniósł mnie sen, było wspanialsze niż jakikolwiek twór natchnionej wyobraźni, miejsce to było jak dotarcie do ziemi obiecanej po dwudziestu ośmiu latach banicji w mieście – dwa najgorsze lata swego życia spędziłem u boku starszej ode mnie o dwadzieścia lat kobiety, byłej policjantki.
Pytam, gdzie granica cierpliwości? Każdy ma inną, to rzecz oczywista, ale gdzie granica? Tam, gdzie granica cierpliwości, chyba zbliża się szaleństwo albo… Albo zwykły, najzwyklejszy wybuch gniewu.
Czy przywiązywać wagę do psychologicznych diagnoz? Większość diagnoz, moim zdaniem, jest niewiarygodna, ale pytam, czy warto? Jeśli już uwierzysz w diagnozę, ograniczysz umysł. Diagnoza jest tylko po to, żeby wiedzieć, jak należy postąpić w danej sytuacji w związku z chorobą.
|
|




